Z wizytą do Buenos wpadają Ula i Jacek z córką o imieniu jeszcze nie ustalonym . Jedziemy razem na północ Argentyny, do parku narodowego Esteros del Ibera, gdzie żyją kapibary. …

W drodze do Azji Środkowej




Przesiadka w Auckland. Czekając na samolot do Ameryki Południowej smytłamy się bez ładu i składu po centrum. Myślami jesteśmy już w Buenos…

Na nowozelandzkich drogach trzeba zachować czujność…

Do wylotu z Nowej Zelandii zostało jeszcze kilka dni. Nieprzypadkowo. Bo Nowa Zelandia to nie tylko piękne góry, morza i fiordy, ale też Mekka sportów ekstremalnych. Po półtorarocznej przerwie przyszedł …

Ostatnie dwa dni na rowerach. Robimy „przecięcie”. Dla niewtajemniczonych: zabawa polega na dojściu do miejsca, w którym przecinają się południk z równoleżnikiem. S42 E174 wypada na środku winnicy . W …

Droga prowadzi przy samym morzu. Z lewej strony woda, a tuż obok po prawej wysokie góry. A pomiędzy nimi my i nasze rowery. Piękna pogoda, niezły wiatr. Około 50 km …

Mimo że stonefishing to metoda tak skuteczna jak spektakularna, tym razem postanawiamy łowić klasycznie. Wypływamy łódką na środek fiordów, zakładamy kalmara na haczyki, spuszczamy przynętę na samo dno i czekamy. …

Malborough – chluba nowozelandzkiego winiarstwa. Pyszne Pinot Gris, Sauvignon Blanc, Chardonnay. Zdecydowanie królują białe. Jeździmy leniwie na rowerach od winiarni do wniniarni i próbujemy. Tu nikt nie zabiera prawa jazdy …

Oddajemy samochód, z powrotem wsiadamy na rowery. Jedziemy piękną drogą przez Malborough Sounds. Rejon słynie z zielonych muli, ponoć najlepsze na świecie. Po stromej wspinaczce zjeżdżamy na maleńki, uroczy camping …

Człowiek nie może za dużo zwiedzać bo się zmęczy. A jak się zmęczy to musi odpocząć. Najlepiej nad jeziorkiem, w lesie. Sielankę zakłóca jedynie zmora zachodniego wybrzeża, czyli sandflies. Takie …

Wiart, deszcz i morze zrobiły ze skał naleśniki. Tak też nazwano te fantazyjne formacje z zachodniego wybrzeża: Pancake Rocks.

Zrobiliśmy kalkulację i wyszło nam, że nie ma szans, żebyśmy zdążyli objechać na rowerach wszystko, co zaplanowaliśmy. Po naradzie wojennej zapada decyzja: pożyczymy na parę dni samochód, obskoczymy nim kilka …

Druga co do wielkości góra w Nowej Zelandii, czyli Mt Aspiring (3033 m.n.p). Dookoła niej piękne szlaki. Tym razem mamy szczęście: słońce, ciepło i przede wszystkim poprzedniego dnia nie zalało …

Zjadło by się świeżą rybę. I żeby było jej tak dużo, że aż do przejedzenia. Podjęliśmy już tyle prób połowowych, a tu nic. Po raz kolejny pytamy w informacji turystycznej, …

Jeszcze nas nogi nie przestały boleć po zejściu z Hump Ridge Track, ale wiatr wieje w tą stronę, w którą powinien i słońce nawet świeci, więc mimo że by się …

W Nowej Zelandii wypada pójść na treking. Nie jest to bynajmniej odkrywanie zaginionych maoryskich cywilizacji, ale dobrze zorganizowany i oblegany biznes turystyczny: świetnie przygotowane i oznakowane trasy i schroniska. Na …

Czy wiecie, że pingwiny jeżdżą na rowerze? I wiśniówką częstują? A i owszem, ale takie rzeczy to tylko w Nowej Zelandii . Innymi słowy wpada do nas z wizytą Wojtek. …

Wybrzeże Catlins, południowo-wschodni kraniec N.Z. Odludne, zimne, skaliste, wietrzne, przepiękne. (stary tunel kolejowy) (Stary tunel kolejowy) (Cathedral Caves, zalewane w czasie przypływu) (Cathedral Caves). (Jak ty nas prowadzisz?!) (Niagara Falls) …

Spacerujemy plażą. Pod wydmą leży kłoda. Podchodzimy bliżej…to nie kłoda, to zdechła foka. Po głowie łażą jej muchy. Stoimy i się gapimy, aż tu znienacka zwierze szeroko ziewnęło. To nie …

Przetrwał mongolskie burze, nepalskie przymrozki, australijske pustynie, ale nowozelandzkie wichury i ulewy w końcu go zmogły. Namiot, który przejechał z nami Azję i Wyspy Pacyfiku, a przez ostatnie cztery miesiące …

Po dwóch dniach przestaje padać i ogólnie ma „iść na lepsze”. Kryzys zażegnany. Damy rowerom jeszcze jedną szansę. Mimo wszystko. „Na lekko” objeżdżamy półwysep Otago. Zachwyca. Nawet albatrosy tu dają. …

Szczęście nas opuściło. Jak nie ulewa, to pod wiatr, a zwykle jedno i drugie. Desperacko sprawdzamy prognozę pogody próbując wcelować w lepszy moment, żeby ruszyć dalej. No dobrze, jutro powinno …

Nareszcie są, nie biorą kasy i blisko podchodzą! PINGWINY!!! Żółtookie!!! Z pingwina najfajniejszy jest skok: staje na kamysiu, czai się, czai, buja, wreszcie wychyla się do przodu i…bęc, ląduje żabką …

Pedałowanie idzie nam coraz lepiej. Pada nowy rekord: 110 km jednego dnia i to po górach-dołach. Dojeżdżamy do Oamaru. Trochę jednak przesadziliśmy. Bolą nogi i nie tylko… Tymczasem dowiadujemy się …

Gadają, że są, ale trudno je znaleźć. Że trzeba mieć dużo szczęścia. Że wyglądają, jak zwykłe kamienie, ale jak się nimi potrząśnie, to grzechoczą. W miasteczku Duntroon dostajemy mapę operacyjną. …

Leniwie wracamy z Mt Cook na wschodnie wybrzeże. A jak akurat nie pedałujemy, to łazimy miedzy glinianymi formacjami: Lub zasadzamy się na wieeelką rybę, która jednak najwyraźniej przestraszyła się silników. …

Prawda, że to nieprawda, że jaki pierwszy dzień nowego roku, taki cały następny rok??? A było to tak: Pierwszego stycznia budzi nas wicher. Namiot się ugina, trzeszczy, furczy, jeszcze chwilę …

Stęskniliśmy się za górami. Nie możemy się napatrzeć. Godna sceneria do pożegnania starego roku. Nad rzeką, koło źródełka, otoczeni białymi szczytami, witamy przy ognisku 2010 r.