Zjadło by się świeżą rybę. I żeby było jej tak dużo, że aż do przejedzenia. Podjęliśmy już tyle prób połowowych, a tu nic. Po raz kolejny pytamy w informacji turystycznej, czy są w okolicy ryby i gdzie można łowić. Pan wyjaśnia, że mają tu sporo pstrąga i obszernie instruuje, na których odcinkach rzeki łapie się na spining, na których tylko na muchę.

Idziemy wzdłuż strumienia do chaty, z której jutro rano chcemy rozpocząć kolejny treking. W końcu wędek nie zabraliśmy, żeby zredukować bagaż. Do kolacji coraz bliżej, a ryba ciągle chodzi po głowie…

Bartek idzie pierwszy. Nagle odwraca się, pokazuje, żebyśmy po cichutku się do niego zbliżyli…Wykonuje ustami bezgłośne: „RYBA” i pokazuje zakole rzeki w dole skarpy…Patrzymy: faktycznie, przy powierzchni zastygł wielki pstrąg. Zabieram się za fotografowanie.
-„A może by go jakoś sposobem…dawajcie kamula!”- zanim zdążyliśmy się zastanowić, Bartek łapie kawałek głazu i rzuca z kilkumetrowej skarpy w rybę…Osłupiali gapimy się z niedowierzaniem w wodę.
-„Ty, chyba dostała! Dostała! Idę po nią!” Rzeczywiście, pstrąg dryfuje przy tafli wody do góry brzuchem. Bartek z neandertalską dzikością w oczach bierze się za schodzenie z parometrowej, pionowej skarpy.
-„Bartek, wyluzuj, on już nie żyje, idź naokoło”…

W tej części rzeki nie łapie się na spining ani na muchę, tylko praktykuje stonefishing…

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *