Po półtora roku niewidzenia się przyjeżdżają do nas w odwiedziny Rodzice. Odbieramy ich z lotniska w Cusco.

Radość, radość… tylko gdzie ten bagaż? Gdzie Wyborowa, Żołądkowa, Serce Matki czyli własnoręczny pasztet bartkowej Mamy, gdzie śledziki?!!!

Ano niestety. Bagaż utknął w Limie. Iberia, z którą Rodzice lecieli z Madrytu do Limy twierdzi, że to wina Lanu, Lan operujący na trasie Lima – Cusco zapewnia, że to wina Iberii, tak czy inaczej skutek jest ten sam. Trudno, co robić, mówią, że bagaż dojedzie następnego dnia. Żeby się tylko pasztet nie popsuł…

Następnego dnia status bagażu – bez zmian. Podobno Iberia niechcący zamiast przekazać bagaż do Cusco wypakowała go w Limie, a że tam nikt go z taśmy nie odebrał, wsadziła do swojego magazynu i teraz jest problem, żeby go z magazynu wydostać. Przestajemy być mili i uprzejmi, w zamian za co obiecują zrobić wszystko, żeby bagaż najpóźniej następnego dnia doleciał.


(Where is my luggage?;))

Jak na razie na szczęście nie zmienia to naszych planów, bo i tak chcieliśmy posiedzieć dwa pierwsze dni w Cusco.


(Inkaskie mury)


(parada szkół w Cusco)


(parada szkół w Cusco)


(parada szkół w Cusco)


(parada szkół w Cusco)


(parada szkół w Cusco)


(parada szkół w Cusco)

Trzeciego dnia dzwonimy na lotnisko – a bagaż ciągle w Limie… Na nasz widok panienka zza biurka reklamacji przerażona robi w tył zwrot i znika…Po chwili przybywa zestresowana przełożona. Tłumaczymy kobiecinie że mamy absolutnie w dupie kto posiał bagaż: Lan czy Iberia i że to nie nasz problem, na co ona oczywiście obiecuje dla odmiany, że bagaż przyleci z pewnością już jutro ;-)

W tej sytuacji postanawiamy olać bagaż, kupić najpotrzebniejsze rzeczy dla Rodziciów i jechać tak, jak zaplanowaliśmy.

A najpotrzebniejszą rzeczą jest kask dla Taty. Słowo się rzekło, obiecaliśmy, że damy się przejechać ;-). Bartek i Tata na motorach a my z Mamą transportem klasycznym robimy objazd Valle del Secreto. Na pierwszy ogień inkaskie tarasy w Pisac.

Wstajemy rano żeby przejechać z Pisac do kolejnego miasteczka Olantaytambo, ale tak dla sportu dzwonimy dowiedzieć się, co z bagażem…jest! Doleciał do Cusco! Bartek wsiada na motor, wraca gazem do Cusco i po dwóch godzinach przyjeżdża z powrotem z bagażem…

Pasztet dotrwał a i wódki tym razem nie ukradli…;-)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *