Dzień serwisowy w małej chilijskiej miejscowości La Junta. Trzeba się wyczyścić, wysuszyć, dać odpocząć mięśniom i zagoić siniakom po granicznej przeprawie. Motorom też należą się przeprosiny i kąpiel.

Chile nas zaskoczyło. Nie spodziewaliśmy się takiej zmiany w stosunku do Argentyny. A tu zrobiło się trochę jakby… Rosyjsko? Gruzińsko? Ukraińsko? Kazachsko? Chodzi o ciuchy, zachowanie ludzi, jedzenie (kiszone ogórki i kapusta rozbroiły nas). Jakoś mniej europejsko niż w Argentynie. Tak jest przynajmniej tu, na południu.


(La Junta)


(La Junta)


(La Junta)


(La Junta – domowy obiadek, bitki, kartofelki, ogorek kiszony)

Przede wszystkim musimy ułożyć nowy plan działania na najbliższe dni-tygodnie.Chcieliśmy zobaczyć położony na samym południu Chile park Torres del Paine, ale tam drogą dojechać się nie da, bo na południu Chile najzwyczajniej w świecie nie ma dróg. Trzeba by było kawałek przez Argentynę, a przecież nie po to się z niej wyrwaliśmy, żeby za chwilę wrócić. Płynięcie z motorami na południe promem też nie jest dobrym rozwiązaniem, bo znowu – droga powrotna musiałaby zahaczać o Argentynę.

W tej sytuacji postanawiamy przejechać kawałek na północ legendarną drogą Carretera Austral do Puerto Montt, zostawić tam motory, wsiąść zgodnie z wcześniejszym planem na prom, przepłynąć przez fiordy do Torres del Paine, pochodzić po górach i wrócić autobusem albo tanim samolotem po motory.

Carrera Austral, szutrowa droga ukończona w 1996 r, to jedyny lądowy przejazd przez chilijską część Patagonii. Niestety nie dociera do Puerto Natales, ale urywa się w małej miejscowości Villa O’Higgins. Wiedzie wśród lodowców, jezior i fiordów. Jest z pewnością jedną z najpiękniejszych dróg na świecie.

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *