Kili to maleńka wysepka, dawniej bezludna, na którą w latach siedemdziesiątych przesiedlono ludzi z objętego próbami nuklearnymi atolu Bikini.

Nie ma portu. Statek staje na kotwicy, a po towar (w tym kurczaczki pysznie pachnące) i ludzi podpływa z brzegu łódka. Wysiadamy na plaży. Ciemno. Podchodzi do nas trzech lokalnych policjantów. Początkowo traktują nas podejrzliwie, chcą rewidować bagaże. Na pobyt na Kili podobno trzeba mieć specjalne pozwolenia… Rozmawiamy, tłumaczymy, że przyjechaliśmy obejrzeć zaćmienie słońca, odpłyniemy ze statkiem, który ma stać na Kili do jutra wieczorem. Policjanci postanawiają dać nam pokoje do spania żebyśmy mogli odpocząć po podróży. Podjeżdżają nawet po nas pickupem. Noc spędzamy w luksusie ;-).

Następnego dnia śpimy długo. Robimy spacer po wyspie. Miejsce niezbyt przyjemne. Całe Kili wypełnione jest identycznymi, ciasno upchniętymi domkami przesiedleńców. Podobno żyją z nieustającej pomocy amerykańskiej, za nic nie muszą płacić, dostali nawet darmowy internet w każdym domku…Z drugiej strony trochę ropokurczaka i domków z tektury to mikroułamek budżetu prób jądrowych.

Powoli przygotowujemy się do zaćmienia, które ma nastąpić za trzy godziny. Nagle puka do nas pan: statek odpływa! A to się chłopaki pospieszyli! Kombinujemy, co robić. Jeśli zostaniemy, utkniemy na Kili. Jeśli popłyniemy, to jest ryzyko, że wyjdziemy za pas zaćmienia. Robimy szybkie kalkulacje: prędkość i kierunek statku…Wychodzi jednak, że nie powinniśmy wypłynąć z pasa przed zaćmieniem. Wracamy na statek. Tym bardziej, że nad Kili gromadzą się chmury.

Płyniemy znowu, pogoda dobra. Kapitan i kilku bardziej rozgarniętych pasażerów patrzy przez przyciemnione szybki na znikającą tarczę słońca. Pozostali zupełnie nie zainteresowani. Wreszcie, o 15.45 znika całe słońce…Ciemnieje, widać pojedyncze gwiazdy…Część pasażerów trochę przestraszona, chowają głowy pod koszulami…

Sukces po raz kolejny! Było to najdłuższe zaćmienie słońca w XXI wieku, u nas trwało przeszło 4,5 minuty!


(strach jest…)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *