Żeby się wykąpać w ciepłej wodzie, nepalski góral musi odbyć pielgrzymkę do tatopani – czyli gorących źródeł. Gorące źródła…te słowa działają na nas jak magnez, zwłaszcza w okolicy listopada.
Wobec tego zostawiamy w Gatlangu niepotrzebne rzeczy i z lekkimi plecakami robimy wypad do tatopani. Trzeba było się co prawda wdrapać na solidną górę, ale opłacało się.
Woda prawie 40 stopni, o rdzawym kolorze, pełna żelaza. Z pewnością robi dobrze na wiele dolegliwości, więc okoliczni mieszkańcy taplają się w niej z błogimi minami. I my też. A zza basenu wystają szczyty gór. A wieczorem nad basenem lśnią miliony gwiazd…A następnego dnia nad basenem wschodzi zza gór słońce…Kto by pomyślał, że koniec października może być taki przyjemny…
No dobrze, już nie będę Was więcej wkurzać
Przecież Warszawa o tej porze roku też bywa piękna. Jeszcze tylko na zakończenie dodam, że w powrotnej drodze do Gatlangu weszliśmy w małpi gaj.









