Po kąpieli w Tatopani wracamy do Gatlangu, bo ma być festiwal. Oj, poświętowało towarzystwo, a świętowanie polegało głównie na wlewaniu w siebie po chałupach raksi – lokalnego trunku z kukurydzy. Mieli tańczyć i śpiewać, dzień wcześniej nawet trenowali w wioskowej świetlicy.
– „To jak będzie z Waszymi tańcami?”- pytamy.
-„Hm, not today, rather not today…”- odpowiadają wymijająco kołysząc się na nogach.

Wieczorem nas tez zaprosili do świętowania…

Mimo wszystko następnego dnia udało się zwlec i dojść zgodnie z planem do Somtangu (w górę na przełęcz na 3700m a następnie w dól na 3300m do kolejnej doliny).


(Luck Skywalker?)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *