I to by było na tyle, teraz trzeba już tylko zejść z tych 4000 tysięcy.

W drodze powrotnej spotykamy dwie „ekspedycje”: po czterech turystów i 15 tragarzy, zamierzających pokonać okrojona wersję naszej trasy, tyle, że w przeciwną stronę. Przewodnicy ledwo dowierzają, ze przeszliśmy taki kawał, że Bartek sam odnajdował drogę i że sami nosiliśmy plecaki z namiotem i jedzeniem. Milo się nam robi :-).

Pod koniec dnia doczłapaliśmy się do wioski, z której jeździ autobus do Katmandu. Pytamy, gdzie możemy tu zanocować. A że tak się zdarzyło, ze zapytaliśmy lokalnych policjantów, chłopaki odstąpili nam swój własny pokój, ugotowali taka strawę, jakiej nie mieliśmy w ustach od trzech tygodni i załatwili siedzące miejsca na jutrzejszy autobus. A w nocy jeden z policjantów stał pod naszymi drzwiami na warcie, żeby włos nam nie spadł z głowy…O jakiejkolwiek zapłacie nie było nawet mowy. To sie nazywa zakończenie wycieczki :-).


(Kumar Sedhai, if you read this blog, thank you again for your help and hospitality!)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *