Rano niepewnie wystawiamy głowy za drzwi…uff,‭ ‬niebo czyste.‭ ‬Tyle,‭ ‬że na ziemi biało.‭ ‬Bałwana można by ulepić.‭ ‬I ziąb jak nie wiem co‭ ‬-‭ ‬poniżej zera.‭ ‬Ale jak pięknie…

Kontynuujemy naszą trasę.‭ ‬Nepalczycy,‭ ‬w klapeczkach,‭ ‬też podreptali w swoje strony.‭ ‬Idziemy granią na prawie‭ ‬4000‭ ‬m,‭ ‬to najtrudniejsza,‭ ‬ale i najbardziej spektakularna część drogi.‭

Niestety,‭ ‬koło‭ ‬12‭ ‬przychodzą znowu chmury.‭ ‬Nie pada z nich na szczęście,‭ ‬ale słabnie widoczność.‭ ‬Oj,‭ ‬chyba pogubiliśmy trochę drogę.

Na jednej z polanek napotykamy opuszczony domek pasterzy‭ ‬-‭ ‬na dziś kończymy zabawę,‭ ‬rozbijamy namiot w domku,‭ ‬jutro rano,‭ ‬jak nie będzie chmur,‭ ‬zorientujemy się,‭ ‬którędy iść dalej.‭ ‬Pakujemy się do śpiworów i wlewamy w siebie gorącą herbatę na rozgrzewkę.

Tuż przed końcem dnia robi się nagle jakoś jaśniej…‭ ‬Wychodzimy z namiotu…chmury częściowo opadły i odsłoniły oświetlone złotoczerwonymi promieniami,‭ ‬ośnieżone szczyty.‭ ‬Pod warstwą chmur majaczą w kilku wymiarach niższe partie gór…Gapimy się i gapimy,‭ ‬i jakoś przestaliśmy czuć zimno….

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *