Niedaleko naszego obozu jest mała rybacka komuna. Kupujemy na kolację świeżo złowioną rybę.
Resztki filetów wyrzucane przez rybaków wpadają prosto do dziobów wielkich, łakomych i głupkowatych pelikanów. Odważniejsze ptaszyska nie czekają na poczęstunek i starają się podkraść rozwieszone na hakach ryby.
„Chcecie zobaczyć koncert?” – pyta jeden z rybaków. „To patrzcie”. Bierze małą rybkę i zaczyna jak dyrygent machać przed pelikanami ręką raz w prawo, raz w lewo. A te jak zahipnotyzowane wodzą wzrokiem za ręką rybaka synchronicznie przekrzywiając łepetyny to w jedną, to w drugą stronę. W końcu ryba ląduje w łakomym dziobie. Potem rybacy powtarzają zabawę machając pustą dłonią. A pelikany dalej bujają głowami. I tak przez parę minut. Padamy ze śmiechu.





(Koncert)



(Złodziej)

(Złodziej)





