Przemieszczamy się na północny wschód w kierunku Lavertonu. Mijamy wiele opustoszałych kopalnianych miasteczek, złożonych z jedynej ulicy oklejonej rozwalającymi się, blaszano-drewnianymi budynkami. Wkoło panoszą się zardzewiałe wraki samochodów, gwiżdże złowrogo wiart, pali słońce.


(Jaszczomb nam się nieco zużył…)

Jedno miejsce jest szczególne: Gwalia, osada otaczająca niegdyś jedną z największych kopalń złota w Australii zwaną „Sons of Gwalia”. Kopalnię zamknięto w 1963 r, zaś mieszkańcy opuścili osadę zostawiając domy, meble, narzędzia, maszyny… Niedawno Gwalią zaopiekowała się grupa entuzjastów. W budynkach administracyjnych kopalni stworzyli muzeum, gdzie można m. in. obejrzeć dom, w którym u schyłku XIX w. mieszkał Herbert Hoover – wówczas jako inżynier zawiadujący kopalnią.

(kopalnia w Gwalii)

(forma do odlewania sztabek złota)


(maszynownia – w tym po lewej stronie winda zwożąca górników . Operator windy był najlepiej opłacanym pracownikiem)

(nosze do zwozenia górników)


(dom Hoovera)



Jednak to nie muzeum powoduje, że Gwalia jest miejscem szczególnym, ale „miasto duchów” otaczające kopalnię. Przez kilka godzin szwędamy się po opuszczonych ruderach, w których czas zatrzymał się w latach 60-ątych. Niczego nie wyniesiono, niczego nie ogrodzono. To nie muzeum, to autentyczna podróż w czasie. W kilku chałupach do dziś mieszka kilkanaście osób.

(najokazalszy budynek – pensjonat)





(warsztat samochodowy)

(warsztat samochodowy)

(warsztat samochodowy)





(kufloteka)

(kufloteka)






(burdel)




(centrum handlowe)

(sklep)

Wreszcie docieramy do Lawertonu. To koniec australijskiego świata, brzeg Pustyni Gibsona. Dalej już tylko wyschnięte krzaki i czerwony pył.

(stare więzienie w Lavertonie)

(stare więzienie w Lavertonie)

(nowe więzienie w Lavertonie)
