Jesteśmy w Urumchi. To gigantyczne, handlowe miasto, teoretycznie chińskie, ale zamieszkałe głównie przez muzułmańskich Ujgurow. Wokół wieżowców bazary z mydłem i powidłem. Wszystkie napisy są dwujęzyczne: w oficjalnych krzaczkach i lokalnych robaczkach, dla nas raczej mało pomocne. Myśleliśmy, że da się w tej części dogadać jeszcze po rosyjsku, ale nic z tego. O Angielskim nie wspominając. Szwędamy się w poszukiwaniu czegoś do zjedzenia. Widzimy, że sporo osób wychodzi z podobnymi pakunkami żarcia z bocznej uliczki i potem odnosi miski – tam muszą dobrze karmić. Śledzimy ich i trafiamy do obskurnego pomieszczenia z trzema stolikami – co do zasady sprzedają na wynos, ale na miejscu też się da zjeść. Dostajemy kuciaka na otro z warzywami i paciaciaję z grzybków moon z ryżem, dobre i duzo. Wszystkie miseczki są zapakowane w przezroczyste foliowe torebki, dopiero na to nakładają potrawy. Z piciem to samo. I zmywarka niepotrzebna.

Potem jedziemy na dworzec kolejowy, żeby zorganizować transport na dalszą wycieczkę. Po długich naradach ustalamy, że jak będzie dobre połączenie, to jednak odwiedzimy Kaszgar, a stamtąd będziemy powoli przemieszczać się jedwabnym szlakiem do przejścia przez pustynię Taklamakan. Dopiero potem ruszymy na wschód, do „prawdziwych” Chin. Dworzec jest gigantyczny, a przed nim tłum nie z tej ziemi. Odszukujemy kasy biletowe. Dzikie koleje, ale twardo stoimy. Wszyscy się wpychają, co chwila wybuchają awantury. Przygotowujemy się do zamówienia biletów. Nie będzie łatwo, zwłaszcza, że przy okienku nie ma czasu na tłumaczenia. Za nami stoi dziewczyna. Zagadujemy ją, zna ze trzy słowa po angielsku. Trochę na migi, trochę przy użyciu ocalałego kawałka przewodnika i szczątków angielskiego udaje się nam przekazać jej, kiedy i gdzie chcemy jechać. Jak przychodzi nasza kolej, dziewczyna mówi pani w okienku, czego nam trzeba. Chyba mamy farta – były jeszcze bilety na następny dzień. No to jedziemy dalej.

Idziemy jeszcze do internet cafe – a tu niespodzianka. Nie da się sprawdzić naszych maili, bo www. home.pl jest stroną ocenzurowaną i zablokowaną. Za to nie zablokowali, głupki, strony Lonely planet, więc ściągamy sobie elegancko potrzebne rozdziały, których nie udało się wyrwać z przewodnika na granicy. Polak wie, jak obejść system.

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *