Złota Świątynia Sikhów w Amritsarze – miejsce, o którym słyszeliśmy dużo i dobrze. Rzeczywistość przerosła jednak nasze najśmielsze wyobrażenia.

Sikhizm to wyznanie będące ciekawą mieszanką hinduizmu i islamu, ale zdecydowanie odcinające się od obu tych religii. Za założyciela uznaje się Guru Nanaka. Sikhowie wierzą w jednego Boga, reinkarnację, równość wszystkich ludzi (w szczególności nie uznają hinduskiego systemu kastowego). W 1984 roku miało miejsce niepodległościowe powstanie Sikhów, krwawo stłumione przez Indirę Gandhi, za co została zamordowana przez jej własnego ochroniarza – Sikha.

Sikhowie zapuszczają brody, nie obcinają włosów i zawijają je w kolorowe turbany, noszą symboliczne noże. Są przemili, towarzyscy, otwarci, chcą dzielić się swoją wiarą i kulturą, ale w delikatny, tolerancyjny sposób.

Złota Świątynia mieści się na środku jeziorka i jest naprawdę złota (ponoć na jej wybudowanie zużyto 758 kg kruszcu). Na parterze mieszka oryginalna Święta Księga Sikhów. Przez cały dzień jej tekst jest „odśpiewywany” przez …hm, jakby to określić…sikhijską kapelę. O 21.30 Księga idzie spać – uroczyście wynoszą ją w lektyce ze Świątyni i zabierają do pokoju z pięknym, baldachimowym łożem. Bartek, znany miłośnik literatury, pomaga nieść lektykę w trakcie wieczornej ceremonii…;-). O 4 rano Księga ma pobudkę i znowu wraca do Świątyni. A na pierwszym piętrze Świątyni kapłan odczytuje na głos non stop, przez 24 h na dobę, kopię Księgi (zmiana lektora co 2 h).

Jeziorko otaczają pozostałe, białe budynki kompleksu, a wzdłuż jego brzegów przetaczają się kolorowe korowody pielgrzymów. Niektórzy decydują się na świętą kąpiel.

W Świątyni można dostać darmowy posiłek: wspólne spożywanie, przejaw równości ludzi, jest częścią rytuału. Jedzenie bardzo dobre i bez ograniczeń: dal, curry, warzywa, chapati, coś słodkiego. W osobnym miejscu można napić się herbaty.

Do wyżywienia armii pielgrzymów – dziennie wydawanych jest średnio 40.000 posiłków – potrzebna jest spora kuchnia.. .Wchodzimy do niej i …jesteśmy w Kingsajzie :-)! Kotły tak wielkie, że spokojnie można w nich ugotować człowieka, dziesiątki koszy z warzywami, przyprawami. No i duma Świątyni – maszyna do produkcji chapati. Gotują ochotnicy. Przyłączamy się do grupy „wałkowaczy” ciasta na chapati (bo nie wszystkie chapati są maszynowe).

A po jedzeniu trzeba pozmywać – to też robota ochotników. W tej sekcji jednak nie zabawiliśmy za długo :-)))

Nocujemy w Świątyni, która poza jedzeniem zapewnia też bezpłatny nocleg – turyści zagraniczni mają osobne pomieszczenie, z łazienką i ciepłą wodą.

I jest czyściutko. Na teren Świątyni można wchodzić tylko boso, po uprzednim obmyciu nóg. Trzeba też zakryć włosy. Wszędzie krany z wodą i mydłem. Żadnego śmiecia na podłodze, wszystko idealnie zamiecione. Przypuszczalnie najczystszy zakątek w Indiach.

Wspaniałe miejsce, w którym można siedzieć godzinami i obserwować, chłonąć nastrój, odpoczywać pod arkadami, gawędzić z ludźmi. Nas zagadnął i przez calutki dzień oprowadzał Sikh mieszkający obecnie w Kanadzie, który przyjechał w odwiedziny do rodzinnego kraju.

Świątynia utrzymuje się z donacji – dajesz, jeśli chcesz i ile chcesz. Ale uwierzcie, że ten, kto tam dotarł, chce się przyczynić do zachowania takiego miejsca. Żal wyjeżdżać.

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *