Była, biurokracja, była jazda w ulewie, była zgubiona nakrętka… To co teraz?

Teraz czas na wiatr…

W drodze z Nequen do San Junin de los Andes wygwizdało nas za wszystkie czasy. Prosto w twarz przez 400 km. Przy 60 km/h motor zaczyna tańczyć. Całą drogę w pełnej koncentracji. Mimo kasku w uszach non stop przeraźliwy gwizd. Jak dobrze, że to nie rowery ;-).

I do tego…duże zużycie paliwa. Za duże… Ostatnie dwa kilometry do stacji pokonujemy metodą wietnamską: jadę tuż obok Bartka, który jedną nogą pcha mój motor…


(W drodze do San Junin)


(W drodze do San Junin)

W San Junin robimy dzienną przerwę. Musimy się zregenerować przed przekroczeniem granicy.


(zimno-prezentacja stroju motorowca)


(zimno-prezentacja stroju motorowca)


(jeden krok dla czlowieka…)


(San Junin slynie z pstraga – co widac. Wszystkie ulice oznaczone sa w ten sposob)


(okolice San Junin)


(okolice San Junin)


(okolice San Junin)


(okolice San Junin)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *