Leniwie wracamy z Mt Cook na wschodnie wybrzeże.
A jak akurat nie pedałujemy, to łazimy miedzy glinianymi formacjami:








Lub zasadzamy się na wieeelką rybę, która jednak najwyraźniej przestraszyła się silników. Tak się bowiem złożyło, że trwają najważniejsze nowozelandzkie wakacje, wobec czego kto żyw wydobył z garażu swoją oldskulową przyczepę Zephyr, zapakował motorówkę i wszystko, co da się za motorówką pociągnąć i dawaj! lansować się tłumnie na jeziorku…




Albo malowidła maoryskie kątem-pluemy:



(statek białego człowieka)

Czy inne słoniowe skały:




Dobry wiatr, nie pada, aura sprzyjająca…Mimo to namiot i tak rozbijamy zawsze na lekkim wzniesieniu;-).
