Opuszczamy Santiago i jedziemy 120 km do nadmorskiego miasteczka Valparaiso. Od tygodnia piękna pogoda. Ale jak tylko ruszyliśmy zaczęło lać. Do tego pokręciliśmy drogę i zamiast jechać nad morze nagle po godzinie jazdy znaleźliśmy się znowu w Santiago.

Wieczorem przemoczeni chcemy zalogować się w wybranym w przewodniku hostelu. Jesteśmy na miejscu. Otwieram drzwi domu, a tam pusto…Zawalone podłogi, schody…Hostel nie przetrwał trzęsienia.

Valparaiso jest tak strome, że trudno po nim jeździć. Trzeba chodzić, a najlepiej wjeżdżać uroczymi, zabytkowymi windami. W środku miasta wznoszą się 42 wzgórza, na których przysiadły barwne domki, ozdobione fantastycznymi graffiti.

Ponoć ulubione miejsce chilijskiej bohemy.


(te malutkie drzwi to wejście do windy)


(wejście do windy)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *