Minęły prawie dwa miesiące i znowu się spotykamy! Nad morzem w Puerto Lopez czeka na nas lapazka załoga: Iza z Kamilem, Gabrysia i Dominika. Dziewczyny kupiły w Quito kaski-orzeszki po 5 dolarów i całą czwórką przyjechali nad morze na dwóch motorach.
Nie było tym razem hostelu El Solario, ale znalazł się Sol Inn ;-).
Udało się nam załapać na jeden dzień plażowania, w pozostałe dni niestety pochmurno.







Za to codziennie po południu chodzimy sprawdzić, co przywieźli rybacy. Tragarze wynoszą z łodzi na brzeg ciężkie skrzynie ryb, tocząc przy tym walkę z chmarami ptaszysk – darmozjadów, które usiłują ukraść kąski ze skrzyń. Raz kupujemy z łodzi ryby, drugiego dnia gigantyczne krewetki i sami je przyrządzamy.










(Kamil i rekin)

(Dominika i Bartek – ubity interes)

(najlepsze krewetki na świecie)
Świętujemy spotkanie, podbijamy wioskowe karaoke…”Me gusta …….., me gustas tu…”
.
