W drodze do Pekinu wysiadamy w Pingyao (p.d.k.
),
gdyż mówili, że dobre i warto. I faktycznie, to taki chiński Kazimierz: wąskie, malownicze uliczki, stare domki, ale też pełno kramów z „obrzydełkami”. A przede wszystkim czerwone latarnie, znak firmowy miasteczka. Miły przystanek.
