Park Pan de Azucar to ponad 400 km gorącej, górzystej i wiecznie słonecznej pustyni schodzącej do morza. Idealne miejsce dla zmarzniętej, stęsknionej za latem duszy.

Wokoło pusto. Sezon się skończył. Na plażowym kempingu jesteśmy sami. Tylko co tu robią te chmury??? Zagaduję strażnika kempingu, czy myśli, że będzie dziś padało. Patrzy na mnie jakbym spytała go, czy spodziewa się tu dziś lądowania UFO, śmieje się i przecząco kręci głową.

Niemożliwe, a jednak. W nocy zaczyna padać. Rano wstajemy i oceniamy straty. Trochę nas podmyło, ale w środku namiotu sucho, ogólnie nie jest źle. Siąpi. Nagle podjeżdżają do nas spanikowani kempingowi. Czy żyjemy? Czy przetrwaliśmy noc? Czy potrzebujemy pomocy? Lepiej w ogóle zwińcie ten namiot i przenieście się do schroniska!

Robią taką panikę o kilka kropelek deszczu, jakby miało tu co najmniej przyjść za chwilę tsunami.
-„Słuchajcie panowie, a często macie tu deszcz?”
-” Nie! To pierwsza taka ulewa od … 20 lat!”

Rewelacja. Ma się to wyczucie czasu.


(W drodze do Parku-dziwaczne granity koło Caldery)


(W drodze do Parku-dziwaczne granity koło Caldery)


(W drodze do Parku-dziwaczne granity koło Caldery)


(W drodze do Parku)

Na szczęście szybko przyszło i szybko poszło. Po południu chmury znikają i niebo wraca do normy.

Natomiast na ziemi krajobraz zmienił się całkowicie. Powstały wodospady i błotniste potoki. Drogi zniszczone, ledwo udało nam się wjechać na punkt widokowy. Wśród kaktusów plączą się małe, nieco ogłupiałe po ulewie pustynne liski. Ten deszcz będą tu wspominać przez kolejne 20 lat…


(Kaktus Copiapoa, rośnie zawsze na północ. Jakby się ktoś zgubił na pustyni, to wiadomo, co robić)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *