Jak powszechnie wiadomo, Borneo to endemiczna kraina, pokryta lasem tropikalnym i dziwacznymi zwierzakami. Niestety, rzeczywistość wygląda nieco gorzej. Większość lasów wykarczowano pod uprawę palmy olejowej. Las przetrwał już tylko w parkach narodowych.

Mamy wielką ochotę zobaczyć trochę tych borneostworów, zwłaszcza małpy nosacze. Wyszukujemy stosowne miejsce (Labuk Bay Proboscis Monkey Sanctuary) i jedziemy tam z duszą na ramieniu, nie obiecując sobie zbyt wiele, spodziewając się tłumu turystów i zoo w stylu „rezerwatu” pandy w chińskim Chengdu.

W międzyczasie niespodzianka. Po Laosie i Wietnamie, gdzie można się zaopatrzyć w paliwo w każdej najmniejszej wiosce, nie martwimy się o tankowanie. Jak zobaczyliśmy, że wskaźnik paliwa zjechał do czerwonej kreski, zaczęliśmy rozglądać się za stacją. A tu nic. Najbliższa podobno za…40 km. Mamy problem. Zatrzymujemy się i pytamy po chałupach, czy by nie odsprzedali nam trochę benzyny – bez skutku. U mnie zostało jeszcze na kilka kilometrów, Bartka motor stanął. Wreszcie mówią nam, że za kilometr powinna być mała stacyjka. Holuję Bartka, wreszcie jest pan sprzedający benzynę z butelek . Ale kończy się mu zapas. Bierzemy wszystko, co ma, wystarczy, żeby dojechać do większej miejscowości. Tam tankujemy do pełna, dodatkowo kupujemy sobie po dodatkowym kanistrze na drogę.

Dojeżdżamy do bramy parku. Żwirowa droga, pusto, wkoło las, ładnie. Strażnicy proponują nam, żebyśmy się zatrzymali w guesthousie położonym na terenie parku. Cena o dziwo przystępna, miejsce czarujące: drewniane pomosty i domki pomiędzy mangrowcami, hamaki. Zostawiamy motorki i bagaże i idziemy oglądać nosacze. Owszem, nie jest to dziki park, a małpy najlepiej podziwiać z pomostu jak przychodzą na dokarmianie, ale widok i tak przecudny. Małpy żyją w stadach, składających się z jednego dużego samca z długaśnym nosem i hiszpańskim kołnierzem i grupki mniejszych pań z zadartymi nosami.
Robią nosowe „EEE”.


(profanacja)

Poza nosaczami można zobaczyć jeszcze inne małpiszony, ptaszyska (hornbill), wiewióry…

Po nosaczach jedziemy jeszce dalej 20 km zobaczyć słynny Sepilok Orangutan Rehabilitation Centre, gdzie przystosowuje się do życia w naturze małpie sierotki łojąc przy tym kupę kasy na turystach. Sepilok jest całkowitym przeciwieństwem cichego i spokojnego Labuk Bay. Małpiszony fajne i spojrzenie mają takie znajome (orangutan znaczy człowiek lasu), ale straszny tłok i pośpiech w tym wszystkim.

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *