Po drodze z Boliwii do Arequipy Bartek spotkał podróżującego na motorze pół Francuza – pół Peruwiańczyka Phellipe, mieszkającego na stałe w Muyabambie, miasteczku położonym na północy Peru.
Nasza droga prowadzi przez Muabambę, więc zdzwaniamy się z Phellipe, ale niestety akurat wyjeżdża na zawody motocrossowe w Tarapoto, z którego właśnie wyjechaliśmy… Spotykamy się w połowie drogi. Dostajemy tysiąc jeden wskazówek co i jak robić w Muyabambie, ale najważniejsze – mamy koniecznie udać się do knajpy dziewczyny jego kumpla Sophii, gdzie dają najlepsze mrówki na świecie…
Idziemy do knajpy Sophii, ale niestety mrówek dziś nie ma… Sophia każe nam jednak wrócić jutro rano – przygotuje je dla nas specjalnie.
Następnego dnia zjawiamy się punktualnie. Czeka już na nas pudełeczko świeżutkich mrówek.
Chrupią. Chyba smażone. Mają łepek, odwłok, łapki i wszystko jak trzeba, nie ma ściemy. Taka przekąska do piwa. Bartek zachwycony, dla mnie zbyt dziwny i intensywny smak…


