Nic tak dobrze nie robi na zrost kości jak porządna impreza. Przerywamy na chwilę leżenie w hamakach i za namową pary sympatycznych Angoli płyniemy na Isla de la Luna na całonocne rave party w ruinach.
Miejsce kosmiczne, powstał tylko jeden mały problem. Okazało sie, że generator (na wyspie nie ma prądu) nie wystarcza do zasilenia całego sprzętu. Konsternacja. W końcu chłopaki popłynęli na sąsiednią wyspę po dodatkowy generator, przenieśliśmy imprezę z ruin pod hostel i ruszyło.
Okazuje się, że na jednej nodze też można tańczyć ![]()








