Kaszgar – jeden z najważniejszych przystanków na jedwabnym szlaku – krótko mówiąc mieszanina pudla, krzesła i ratlera. Teoretycznie należy do Chin, a wielki kamienny Mao błogosławi towarzyszy znad głównego placu, ale ewidentnie dominuje kultura muzułmańska. Ulicami, pomiędzy tysiącami straganów z jedzeniem, genialnymi owocami (chluba prowincji), przyprawami, warsztatami rzemieślników wszelkiego sortu, w oparach pieczonych szaszłyków, przepływają tłumy o przedziwnych, trudnych do sklasyfikowania rysach. Mimo to miasto jest zaskakująco ciche, a to dlatego, że głównym środkiem transportu są elektryczne rowery i skutery. Akumulatorek ładuje się przez 2-4 h i starcza na 50-70 km. A jak się rozładuje, to zawsze zostają pedały. Prędkość przelotową ma to to ok. 30 km/h i co najważniejsze, nie trzeba mieć prawa jazdy (w Chinach nie działają międzynarodowe prawa jazdy). Chyba mamy już pomysł na kolejny etap wycieczki…
Chiny
