Zaczęło się. Kierunek – Mongolia. Na zaćmienie słońca z kumysem. Załoga w składzie Marta, Ewa, Ula, Bartek, Podgór, Pedro, Pingwin, Jacol, Chewbacka, po melonowo-winowym pożegnaniu na Centralnym, krótkim noclegu w Olsztynie, rozklekotanym peksem pełnym "mrówek"dotarła do Kaliningradu. Szybkie zakupy: kawior, szampan, ruskij standard, słonina, gorący chleb, ikra z kabaczków – piknik w parku i w samolot do Moskwy.

W Moskwie pędem na samolot do Barnaula, last call, jesteśmy na styk, uff, udało się. W Barnaulu jesteśmy o 6 rano (1 rano polskiego czasu). Zmęczeni, ale dzialamy dalej, żeby jak najszybciej dotrzeć do Mongolii. Łapiemy busa do Gornoautajska, stamtąd do przygranicznej Tashanty. Około 100 km od Tashanty widok w jednej sekundzie zmienia się: znikają góry porośnięte lasami i pojawia się marsjański krajobraz: puste, bezkresne stepy i wyrastajace z nich nagie góry. Dech zapiera (tym, co nie śpią:-). Dociereamy na miejsce wieczorem. Jak dotad coś podejrzanie dobrze nam idzie…No i się zaczyna się. Przez granicę dziś nie przejdziemy bo za póżno. Jutro też nie, bo jest Naadam. Pojutrze też nie, bo będzie niedziela. Spróbujcie w poniedzialek – radzi mily pagranicznik na rowerze. Dokujemy więc nad pobliską rzeką – ponoć dobra "rybałka". Sprawdzimy.

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *