Cały dzień chodzimy po górach. Do klasztoru wracamy późnym popołudniem. A tu nagle przed nami fatamorgana: na środku tej spokojnej, zapomnianej wioski staje autokar, z którego wysypuje się gromadka austriackich emerytów…Zmęczone, biedactwa, bo to już na dziś ostatni klasztor, wcześniej zaliczyli 5 innych…Ich postój trwa całe 15 minut, pstrykają po fotce, (nawet nie poszli za wioskę obejrzeć najładniejszej świątyni, bo za mało czasu). Mieliśmy wyjechać od mnichów dopiero jutro rano, ale prawdą jest, że wydostanie się z wioski byłoby dość skomplikowane i kosztowne, w związku z czym wymieniamy z Bartkiem porozumiewawcze spojrzenia i dyskretnie pytamy, czy przypadkiem nie wracają do Xining. Przypadkiem wracają. Żegnamy się więc z mnichami i za chwilę mkniemy do cywilizacji ze sterylnymi, dziarskimi austriackimi staruszkami ![]()
