Gadają, że są, ale trudno je znaleźć. Że trzeba mieć dużo szczęścia. Że wyglądają, jak zwykłe kamienie, ale jak się nimi potrząśnie, to grzechoczą.
W miasteczku Duntroon dostajemy mapę operacyjną. Trzeba szukać przy rzeczce, tylko koniecznie suchych, broń Boże nie wyciągać z rzeki, bo jak zamokły, to trzeba by suszyć je ze dwa lata, żeby zaczęły grzechotać.
Pedałujemy i pedałujemy po zagubionej szutrowej drodze, ale mapa niezbyt dokładna. Podjeżdżamy do domku farmera i pytamy, czy może przypadkiem wie coś w sprawie kamieni.
-” Tak, możecie spróbować przy tamtym strumyku, ja tam raz kiedyś znalazłem, ale raczej macie małe szanse..”
Zostawiamy rowery i do dzieła. Przerzucamy dziesiątki kamieni, aż mięśnie rąk bolą od tego potrząsania. Ale jak to, my nie znajdziemy???
Widzimy sporo kamiennych „tutek”, takich jakby wulkanicznych rynienek. Gdy w takiej kamiennej rynience zostanie zamknięty inny kamień, powstaje grzechotka.
Po dwóch godzinach, prawie równocześnie…
-„Bartek, Bartek, Bartek, maaaaam, maaaam, grzechocze, no powiedź, że grzechocze! Grzechocze, prawda???”
-„A ja też właśnie dwa przed sekundą znalazłem, o tu, popatrz”.
-„Tu? Słuchaj, następny, ten też ma coś w środku!!!
Wychodzimy z naszymi skarbami na drogę. Zatrzymuje się przy nas samochód sąsiada. Zagaduje, pyta, czy coś znaleźliśmy. Prezentujemy nasze okazy. Pan jest zdumiony:
-„A to macie farta, ludzie tu przyjeżdżają, szukają cały dzień i odjeżdżają z niczym….”
I tak to właśnie było. Następnym razem, zamiast szukać kamieni, powinniśmy zagrać w totka
.



(druga od lewej – otwarta kamienna tutka, pozostałe – grzechotki)

(naprawdę grzechoczą!)
