Wieczorem dojeżdżamy do miasteczka Geraldine. Zostaniemy tu jeden dzień, bo jutro ma lać.

Niby zwykle miejsce, jednak nie całkiem. Trudno to wyjaśnić, ale coś ewidentnie wisi w powietrzu. Lekkie szaleństwo w oczach mieszkańców. Jakby skrywali jakąś tajemnicę… Może wiedzą, kto zabił Laurę Palmer?

Idziemy do sklepu kupić coś na kolację. -„A macie piwo?” Sprzedawca rozgląda się wkoło, wbija w nas wzrok i szepcze konspiracyjnie: -„Piwa nie, ale mam dwie butelki wina. Mogę wam jedną sprzedać, tylko ciii, nie mówcie nikomu, bo mi zabiorą licencję…”

Szukamy dalej piwa. Wchodzimy do bottlestore’u. -„Mamy piwo” – pani uśmiecha się do nas tak, jakby właśnie wróciła zza drugiej strony lustra. -„Po ile? Hmm, nie jesstem pewna, trzeba by to sssprawdzić…”

W Gerladine mieszka też Pan, który przez dwadzieścia lat układał replikę średniowiecznej mozaiki z 1500000 siedmiomilimetrowych stalowych opiłków z kół zębatych…

I mają największy sweter na świecie.

I klimatyczne, stare kino, z wysłużonymi sofami zamiast krzeseł.

A deszcz pada, pada, pada…


(Skype v.3.8.0.188)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *