Plan na Australię: nabyć furę, objechać nią ile się da, potem sprzedać nie tracąc zbyt wiele.

Przylatujemy do Perth (pd-zach). Brrrr, jak zimno! Chcieliśmy wprawdzie trochę odpocząć od upałów, ale żeby aż tak?!Gdzie ta słoneczna wiosna?! Instalujemy się na kempingu, zakładamy wszystkie ciepłe ciuchy i zaczynamy poszukiwania smochodu. A wymagania mamy duuuże: po pierwsze, maszyna ma być zdolna do przejazdu przez różne okoliczności przyrody, co w tutejszych warunkach oznacza napęd na cztery koła. Po drugie, powinna być sprawna na tyle, żeby po 100 km nie okazała się skarbonką bez dna. Po trzecie, powinna być dosyć obszerna, żeby dało się w niej spać. Po czwarte, nie może być za droga. I wreszcie po piąte, musi dawać jako taką rękojmię szybkiej sprzedaży.

Uzbrojeni w lokalną gazetę typu „sprzedam-kupię” wertujemy ogłoszenia, oglądamy samochody. Ale a to za drogi, a to książka serwisowa jakoś tak dziwnie wypełniona tym samym długopisem na przestrzeni pięciu lat, a to skręca tylko w lewo…Odwiedzamy też aukcję używanych aut: działa to tak, że najpierw człowiek wybiera sobie na placu furę, która mu się podoba, potem zaś licytuje: w ciągu godziny idzie pod młotek około 50 samochodów. Jednak i tu nie znaleźliśmy niczego, co by nas zachwyciło.

Wreszcie jest coś dla nas: Mitsubichi Challenger z 2000 r, od pierwszego właściciela, brak znaków poważniejszych przejść czy nadprogramowej eksploatacji, nic nie cieknie i nie rdzewieje, zadbany. Bierzemy.

Teraz jeszcze rejestracja. Wychowani w ojczystych urzędach układamy taktykę wojenną:”A jak nam pani w okienku powie, że my z zagranicy, to my jej wtedy że…, na co ona ….no ale przecież…tylko Bartuś pamiętaj, grzecznie, żeby pani nie zdenerwować, bo będziemy mieli wszystkie urzędy poobrażane…”

W bojowych nastrojach wkraczamy do biura transportu. Składamy papierki. Tymczasem miła dziewczyna załatwia wszystko w dwie sekundy, tylko chwilkę się zastanawia: „Międzynarodowe prawo jazdy? Hmm, to potrzebuję dwa dokumenty tożsamości z podpisem. Ok, paszport bardzo dobrze, a jeszcze jeden dokument? Nie macie? A może kartę kredytową? O, świetnie, wystarczy. To miłej drogi życzę”. Tak po prostu.

Jest nasz. „Chrzczę Cię Jastrząb!!!!” ;-)

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *