Jeśli zgubisz się i zobaczysz na ulicach te scenki, i tak będziesz wiedział, że jesteś w Kolumbii:
Kawa kolumbijska jest sławna na cały świat, ale ta najlepsza idzie na eksport. Zwykły Kolumbijczyk musi zadowolić się zwyczajną tinto (mała czarna, słodzona), sprzedawaną z ulicznych termosów w maciupkich plastikowych kubeczkach po 200 pesos. Jak masz ochotę na kawkę, wystarczy się rozejrzeć, na pewno ktoś toczy wózek z termosami w zasięgu twojej ręki…

Do kawy najlepiej przekąsić arepę: kukurydziany placek, często z masłem i startym serem, czasem przełożony kiełbaską…



Potem trzeba popić wodą z małej przezroczystej torebki: nadgryzamy jeden rożek i gotowe… Tak, jak kiedyś oranżadki nad Bałtykiem ![]()

Jeśli musisz zatelefonować – służą do tego „minutki”, czyli stoiska z komórkami na sznurku. Płacisz 100 pesos i możesz 60 sekund pogadać…


W każdym, nawet najmniejszym miasteczku jest salon gry. Obowiązkowo bilard, często karty i wiele innych. Grają całymi dniami, od zmierzchu do świtu…



(czarna wygrywa, czerwona przegrywa…)

