Wyjeżdżamy w szóstkę z Perto Lopez. Gaba i Dominika na tylnych siedzeniach z Izą i Kamilem. Mamy trzy dni, żeby dojechać na czwartkowy targ w Saquisili. Wybieramy mało uczęszczane, szutrowe drogi.

(Dominika i Kamil)

(tankowanie
)

(Iza i Gabrysia)

(droga przez Park Narodowy Machalilla)

(droga przez Park Narodowy Machalilla – foto Iza)


(Kamil i Dominika)

(Iza i Gabrysia)

Śpimy w namiotach, tam, gdzie akurat zastanie nas zmierzch. Drugiego dnia rozbijamy się przy wodospadzie. Trochę zimno, ale i tak strzelamy sobie kąpiel, rozpijając przy tym na rozgrzewkę w rekordowym tempie butlę rumu. Potem ognisko, pieczone kiełbaski, ziemniaki… Rano w naszym skacowanym obozie zjawia się mała dziewczynka. „Mama zaprasza na mleko prosto od krowy, zabierzcie tylko kubki”. Schodzimy wąską ścieżką na pastwisko, gdzie doją właśnie krowy. Kamil i Bartek też próbują swoich sił, ale pani idzie to zdecydowanie lepiej. Śniadanie pierwsza klasa
.








(pij mleko!)
Dominikę i Gabrysię na tylnych siedzeniach wytrzęsło na wertepach za wszystkie czasy. Wielki szacun dla Izy za pokonywanie w dwie osoby na Hondzie Bross strumieni i stromych, wyboistych podjazdów. Droga była piękna, zabawa przednia no i przede wszystkim zdążyliśmy na czas do Saquisili.

(ostatni odcinek – wjeżdżamy wysoko, w rejon wulkanów)


(wulkan Chimborazo – najwyższy w Ekwadorze)
