Nareszcie…To takie proste, a zajęło nam kilka miesięcy.
Wystarczyło przejechać z zimnej przełęczy nad Taramą prawie sto kilometrów na wschód, za to prawie cztery tysiące metrów w dół, aby znaleźć się w parnej, wilgotnej, gorącej selwie…
Dojeżdżamy wieczorem do La Merced. Zasiadamy na ryneczku w koszulkach z krótkim rękawkiem, w klapeczkach, z butlą zimniusieńkiego browaru. Wkoło krążą chmary tuk-tuków. Jest dobrze…Jest bardziej niż dobrze…
Przez kolejne dni jedziemy szutrową drogą przez dżunglę. Droga doskonała, przygotowana przed porą deszczową. Spodziewaliśmy się wyciętych drzew i pól uprawnych, ale ku naszemu zaskoczeniu większa część drogi prowadzi wśród nietkniętego „cloud forest”, przechodzącego w niższych partiach w las deszczowy. Dwa razy robimy sobie postój na kąpiel w samotnym wodospadzie, nad głowami fruwają nam wielkie jaskawoturkusowe motyle.



(wodospad Leon koło Villa Rica)

(z właścicielem domku, w którym spaliśmy)

(wioska po drodze – poglądowo)

(wodospad nie wiemy jaki, ale bardzo dobry do kąpieli)


(droga przez cloud forest)

(ciężarówka nie dała rady przejechać przez strumień – zator na godziny, ale na szczęście na motorach da się ominąć)
Robimy dwudniowy postój w Puerto Bermudes. Hamak, książka, zimne piwko…

(przystań w Puerto Bermudes)

(do tuk-tuka wejzie wszystko…)

(stragan z obiadem w Puerto Bermudes)

(każdy się chłodzi jak umie)
Ruszmy dalej. Niebawem znów wjedziemy na asfalt, więc mimo, że pora jeszcze wczesna, postanawiamy zatrzymać się w wiosce Puerto Inca. Problem w tym, że wioska jest położona na drugim brzegu rzeki. Trzeba przeprawić się łódką. Instalujemy motory w płytkich, wąskich i chwiejnych łódeczkach. „To teraz usiądźcie na motorach”. Że niby jak??? „No, bo musicie na nich siedzieć i balansować, żeby utrzymać równowagę, inaczej motor wpadnie do wody jak zaczniemy płynąć…” Niepewnie siadamy na motorach, zapieramy się stopami o burty i odbijamy od brzegu…Łódkowy rzuca mi tylko przez ramię: „A jakby co to umiesz pływać, nie?…” Przeprawa wbrew pozorom okazała się jednak łatwa. Łódeczka stabilnie i pewnie sunęła na drugi brzeg, obyło się bez kąpieli…






(gniazda)






