Kilka kilometrów za miastem Ayacucho powstały skalno-gliniane kikuty nazwane oczywiście Las Torres. Zaparkowaliśmy motory i zeszliśmy połazić między formacjami.

Nagle słyszymy nad sobą jakieś krzyki. Stara indianka stoi na skraju wąwozu i jazgocze, wygraża komuś niewidzialnemu…Wariatka, myślimy sobie…Kobita dalej swoje. Po chwili jednak spośród skał wypełza załoga dzieciaków. Niechętnie zaczynają się wspinać po ścianie wąwozu w stronę babci, najwyraźniej mają zakaz zabawy w Las Torres. W pewnym momencie zaczynamy rozróżniać słowa starej Indianki: „gringo”, „moto”, mochilla azul”…Czyli że jak mi tu zaraz gówniarze nie wrócicie to was gringo złapie i zapakuje do niebieskiej torby i wywiezie hen, hen…Wchodzimy powoli za dzieciakami na górę. Nagle małolaty nas zauważają…Babcia mówiła więc prawdę…Przerażone uciekają przed nami w popłochu…

Każdy ma swoją Babę Jagę…

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *