Nareszcie znowu na motorach. Jedziemy powoli w stronę Cusco. Najpierw na rozgrzewkę trochę asfaltu. Robimy postój w niedalekim miasteczku Chivay, żeby następnego dnia zobaczyć słynny Kanion Colca.



W Chivay poznajemy parę Brazylijczyków jadących z Alaski do Ziemi Ognistej na Africe Twin. Carlos kuśtyka tak samo jak ja, tyle że na lewą nogę. Pół roku temu złamał na motorze piszczel, przy nim nasza przygoda to małe zadrapanie.
Tymczasem w Chivay kolejna impreza. Tańce i picie do północy. Wygłupiamy się na rynku z clownami, którzy okazują się policjantami…






(Psy dwa…)
Następnego dnia jedziemy z Brazylijczykami zobaczyć Kanion Colca. Ładny, ale trochę przereklamowany. W Boliwii i Peru jest wiele równie pięknych miejsc, tyle że mniej turystycznych. Legendarnych kondorów zdecydowanie brak. Za to przydał się sprawdzian na szutrze po miesięcznej przerwie. Jeszcze niepewnie, jest strach, żeby nie trzeba było się podeprzeć ciągle osłabioną nogą, ale znowu jedzie się!









