Jakoś tak inaczej tu obchodzą Święta. Wieczorem 24 grudnia pół miasteczka siedzi w ogródku piwnym przy muzyce na żywo. Obok w fish&chips ustawiła się kolejka po potrawę wigilijną…
A w następne dni rodzinnie piknikują na zielonej trawce. Nie możemy się jakoś wczuć.
Idziemy na spacer po lesie. Aż tu nagle…
-„O, popatrz, grzybek wyrósł”
-„Acha, prawie jak u nas”
-„Ty, to chyba dobry, jak maślak prawie…”
-„No…o, a tu jeszcze jeden…i jeszcze..”
Nacięliśmy całą torbę. Udusiliśmy wieczorem. Zjadliwe, choć mało aromatyczne. W smaku podobne zupełnie do papieru. Grunt, że żyjemy
.


