Pora na chwilę nicnierobienia i słodkiego obżarstwa, tak żeby krewetki same do ust wchodziły i ryby wskakiwały na patelnię, a Bintang lał się strumieniem.
W tym celu przenosimy się na wyspę Lombok, a dokłanie położoną obok niej maleńką Gili Gede.
Miał być raj na ziemi, a był skwierczący, upierdliwy i pazerny amerykański dziadyga (właściciel) z żoną muzułmanką, przechodzony „resort”, brak słodkiej wody i jedzenia przez cały dzień (bo ramadan).






Za to we wsi na brzegu kręci się biznes. W okolicznych górach można znaleźć rudę złota. Lokalesi przynoszą małe gródki, wypalają je w piecu z beczki i sprzedają w kantorku.



Zmieniamy miejscówkę i przenosimy się kontynuować lenistwo w okolice Sengigi, gdzie Bartek nieoczekiwanie spotyka bliźniaka
.










