Jesteśmy w Phongsali, w bardzo północnym Laosie. Na boisku trwa lokalny jarmark. Składa się z trzech działów: bazaru, kuflotek pod namiotami i „kasyna”. To znaczy przy kilku stolikach grają ludziska w ruletkę wykonaną przy użyciu tektury i modelu samolotu w roli wskaźnika, karciochy, rzucają lotkami do baloników. Wesoło jest. No to i my się napijemy piwka. A co do piwka? Jajka? Dobrze, poprosimy. Bartek rozbija skorupkę – a tu chlup! – wyskakuje z niej brunatnosiny embrion kurczaczka…Poddajemy się.
Następnego dnia eksplorujemy okolicę. Docieramy do małej bambusowej wioski. Pusto, prawie wszyscy w polu. Rozglądamy się. Fajne rzeczy tu mają: dziwne kopce, bębny, gong do alarmowania wsi…





(wiadro z opony)

(alarm wioskowy)

(kopce – przypuszczalnie akcja religijna)

(bęben szamana?)





(wesele)

