Pada deszcz. A jak pada, to się nie chce jeździć na motorze. Lepiej poczytać, popisać, piwka się napić albo herbatki.
Tymczasem widzimy, że nasza wietnamska grzałka się nieco przypaliła i raczej długo nie pociągnie. Bartek idzie na lokalny wiejski targ poszukać nowej. Wraca z fikuśną laogrzałką.
I tu rodzi się plan zorganizowania pierwszych laotańsko-wietnamskich igrzysk. Robimy wyścig grzałek!
Nalewamy jednakową ilość wody do dwóch identycznych kubków. Trzy, dwa, jeden, start! Rrruszyły!
Najpierw idą łeb w łeb. Na obu grzałkach pojawiają się małe pęcherzyki powietrza. Druga minuta – wietgrzałka jakby przyspiesza! Laogrzałka – cisza… Uwaga! Bulgot! Wietgrzałka wygrywa z rezultatem 3 min.37 s.!
A laogrzałka – ciągle cisza…dojeżdża do mety z wynikiem 5 min. 24 s…
Jury zgodnie ogłasza miażdżące zwycięstwo wietgrzałki.




