W drodze do Pekinu wysiadamy w Pingyao (p.d.k. ;-)),

gdyż mówili, że dobre i warto. I faktycznie, to taki chiński Kazimierz: wąskie, malownicze uliczki, stare domki, ale też pełno kramów z „obrzydełkami”. A przede wszystkim czerwone latarnie, znak firmowy miasteczka. Miły przystanek.

Może Ci się również spodobać...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *