Lecimy do Bangkoku. Mamy nawet tym razem wizę:-)
Przy odprawie mówią nam, że nie ma już miejsc obok siebie. Bartek : „Jak to, przecież my mamy leg problem! A w Kingisherze (konkurencyjna linia) to o nas lepiej zadbali i dostaliśmy nawet dodatkowe miejsce na nogę!” Nie ma to jak pojechać po ambicji.Przed wejściem do samolotu podchodzi do nas pan z obsługi i oznajmia, że dodatkowego miejsca na nogę nie dał rady załatwić, ale za to będziemy siedzieć obok siebie w business class:-). Lecimy po królewsku, po prawie trzech miesiącach w Indiach przeżywamy szok cywilizacyjny
.
W Bangkoku rozpoczynamy sezon spotkań i odwiedzin. Na pierwszy ogień impreza z Agą i Arturem i ich znajomymi, którzy wracają przez Bangkok z podróży po Laosie i Kambodży. Super spotkanie. Żeby tylko dojść do siebie przed przyjazdem rodziców;-)!





(śmierdzący owoc durian…)

(…wcale nie taki śmierdzący, jak mówili)
