Jesteśmy tam, gdzie od początku chcieliśmy się znaleźć. Na dachu świata, Bam-i-Dunia, albo u stóp słońca, jak głosi inna wersja. Której wersji by nie wybrać, i tak znaczy, że jest  wysoko. Jednym słowem  dotarliśmy do Pamiru. Nie mogliśmy się go doczekać a z drugiej strony baliśmy się, aby rzeczywistość nas nie rozczarowała, jak to często bywa, gdy człowiek sobie zbyt wiele obiecuje.

I nie rozczarowała. Powiemy więcej, zwaliła nas z nóg. Pamir to pod każdym względem jedno z najpiękniejszych miejsc, jakie kiedykolwiek odwiedziliśmy. Tylu ochów, achów, czy też bardziej swojskich: o ja pier…. jak zajeb…!!! nie wydawaliśmy z siebie od czasów Boliwii. Bo i aura nieco zbliżona do boliwijskiego Altiplano: marsjańskie, pozbawione roślinności płaskowyże, na horyzoncie białe góry. Są też wściekle niebieskie jeziora, które nad boliwijskimi mają tę przewagę, że w wielu z nich woda jest słodka i zdatna do picia. Są też górskie strumienie (te akurat miewają minusy, zwłaszcza jak się w nich wyląduje z motorem wraz). Dzięki dostępowi do słodkiej wody można bez problemu przez wiele dni eksplorować boczne drogi i obozować z dala od osad. W Pamirze nie ma co prawda południowoamerykańskich lam i wikunii, za to po łąkach plączą się stada jaków i baranów. Nie ma czolit w kapeluszach, ale są jurty i złotozębni Kirgizi odziani w kołpaki. Bo mimo że formalnie jesteśmy już w Tadżykistanie, to jednak tu, we wschodniej, najwyższej części Pamiru, mieszkają Kirgizi. Ich obecność w tym miejscu jest wynikiem absurdalnych granic wyrysowanych przez bolszewików, podobnie jak w przypadku wielu innych mniejszości etnicznych w  Azji Środkowej. No i bardzo ważna rzecz: z miejscowymi da się dogadać w środkowoazjatyckim lingua franca, czyli po rosyjsku. Gdy spotykamy Anglików, Niemców czy Francuzów, którzy dopiero od nas dowiadują się najbardziej oczywistych rzeczy o życiu Pamirczyków, wtedy w pełni doceniamy swój łamany rosyjski.

Ale po kolei. Z Kirgistanu wjeżdżamy do Tadżykistanu legendarną Pamir Highway, przez przejście w Sary Tasz i pyrkamy w stronę największego w tej części miasteczka Murgab.  Trochę nas po drodze znosi na zachód na szutrówki za jeziorem Karkul, ale potem wracamy na główny trakt. Jest wysoko, prawie 4000 m, a będzie jeszcze wyżej. Czas na wielką próbę dla naszych motorków. W małej DR-ce mamy zresztą dodatkowy problem. Nazywa się zębatka, a raczej szczerbatka. Zamiast zębów zostały na niej już tylko łagodne wzgórki. Jeszcze w Biszkeku chłopaki orzekli, że nie ma szans przetrwać  Pamiru. Ponieważ jednak nie udało się dotąd skombinować nowej, musi jakoś dać radę. Loteria.

Pamir Highway wybudowali jeszcze przed II wojną światową Rosjanie. Dziś znaczna jej część jest wyasfaltowana a główny użytek mają z niej chińskie ciężarówki i … rowerzyści. W życiu nie spotkaliśmy tylu rowerowych podróżnych, co tutaj, we wschodnim Pamirze, na trasie Sary Tash – Murgab. Bez najwyższą przełęcz na naszej trasie Ak-Baital 4655 m.n.p.m. przejeżdżamy gładziutko. Motorki wspinają się nieco wolniej, na niższym biegu, ale nie przerywają. Jak miło, że nie trzeba pedałować…

BYLEDALEJ_AC_04719
Takie nasze graniczne zboczenie…
BYLEDALEJ_AC_04731
Guma na dzień dobry w Tadżykistanie
BYLEDALEJ_AC_04725
Robi się marsjańsko
BYLEDALEJ_AC_04687
Jaki na wysokościach i zimnie czują się doskonale
BYLEDALEJ_AC_04739
Wreszcie jest… Wjeżdżamy do Pamiru!
BYLEDALEJ_AC_04747
Jezioro Karkul
BYLEDALEJ_AC_04751
W hotelu trzeba mieć okno z widokiem
DCIM105GOPRO
Przełęcz Ak-Baital

 

BYLEDALEJ_AC_04810
Widok z przełęczy Ak-Baital
BYLEDALEJ_AC_04791
W całym wschodnim Pamirze roi się od susłów (niekiedy zwanych rudą parówą)

Robimy postój w Murgabie, miasteczku powstałym w miejscu, które kiedyś było rosyjskim posterunkiem granicznym jeszcze z czasów Wielkiej Gry, gdy Rosja i Anglia rywalizowały o panowanie nad Azją Środkową. Pamir stał się najdalszym południowo wschodnim kresem carskich wpływów, a potem radzieckiego imperium. Murgab mimo że jest największym osiedlem we wschodnim Pamirze, wygląda jak miasteczko z końca świata. Ubogie gliniane domy, bazar z blaszanych kontenerów. Sucho, wietrznie, upalnie na słońcu i  lodowato w cieniu. Kobiety zakrywają twarze nie ze względów religijnych, ale dla ochrony przed piekącym słońcem i pyłem. Roznosi się woń palonego łajna, na którym gotuje się potrawy z powodu braku drewna.

Odpoczywamy, kupujemy zapas jedzenia po czym żegnamy się z asfaltem i Pamir Highway. Czas poszwendać się po pamirskich bezdrożach.

BYLEDALEJ_AC_04832
Panorama Murgabu
BYLEDALEJ_AC_04817
Domek w Murgabie
BYLEDALEJ_AC_04831
Nowoczesność w zagrodzie: na dachu suszą się zwierzęce placki na opał
BYLEDALEJ_AC_04833
Niestety, akurat nic nie grali
BYLEDALEJ_AC_04819
Bazar w Murgabie
BYLEDALEJ_AC_04837
Powrót z zakupów, Murgab
BYLEDALEJ_AC_04855
Tu właśnie kończyło się Imperium
BYLEDALEJ_AC_04845
Tankowanie, max 84 oktany
BYLEDALEJ_AC_04878
Okolice Murgabu
BYLEDALEJ_AC_04900
Rogi owcy Marco Polo
BYLEDALEJ_AC_04856
Stare kurchany niedaleko Murgabu
BYLEDALEJ_AC_04910
Kragter po meteorycie, okolice Murgabu

You may also like...

4 Comments

  1. Fajnie. Jak tam filtr powietrza? 😉

    1. Trochę zapchany 🙂 Ale jakoś ciągnie…

  2. Witam, pozdrawiam i trzymam kciuki za kolejne wyprawy 🙂
    Ps. czyta się Was rewelacyjnie. Książka świetna. Mam nadzieję, że nie skończy się na jednej 🙂

  3. Ależ pięknie! Jako że Wasze porównania do mnie bardzo trafiają, namówiliście mnie. I cieszę się widząc że nivki szeroko powszechne w całym sowieckim rejonie 🙂

    pozdr
    M.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *