Byliśmy bliscy zrezygnowania z wejścia na wulkan Santa Anna, kolejną z największych atrakcji Salwadoru. Czterogodzinny szlak jest łatwy i bardzo trzeba by się było starać, żeby się zgubić. Mimo to jedyna opcja wejścia na krater to zapisanie się na grupową, kilkudziesięcioosobową wycieczkę eskortowaną przez górskiego policjanta, która rusza codziennie o 11. Inaczej nie wpuszczają na szlak mimo że od wielu lat żadne napady się nie zdarzyły.

Wchodzenie na szczyt w takim tłumie uznaliśmy za absurd i próbowaliśmy nakłonić strażników, żeby pozwolili nam wejść samodzielnie, że z dzieckiem nie chcielibyśmy opóźnić grupy, że połączymy się z pozostałymi później itd., ale nie udało się. Eskorta policyjna musi być. Jedyne, co uzyskaliśmy, to telefon do jednego z policjantów, który mógłby wyruszyć z nami kilka godzin przed oficjalną grupą. Zrzucamy się z Honzą, kumplem z kempingu po 5 dolarów i wynajmujemy owego prywatnego policjanta. Dobrze zainwestowane pieniądze, na wulkanie oprócz nas stała przez chwilę tylko jedna pozaprogramowa grupka. Z oficjalną wycieczką minęliśmy się dopiero na sam koniec.

Wejście na wulkan Santa Anna, w tle wulkan Izalco
Wieża widokowa, na dole jezioro Coatepeque
Jezioro Coatepeque
Ostatnia prosta. Zawodniczka weszła i zeszła całą drogę sama.
Krater wulkanu Santa Anna
Krater Santa Anna
Zosia i Honza na szczycie
Jeziorko w kraterze Santa Anny
Santa Anna
Widok na sąsiedni wulkan Izalco. Bardzo aktywny, można na niego wchodzić ale to podobno spory wysiłek.
Kemping nad chmurami

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.