Wyobraźcie sobie, że od dziś miesiące nie nazywają się styczeń, luty, marzec itd., ale Anna, Elżbieta, Piotr itp. – imionami rodziny prezydenta Komorowskiego.

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia nasz prezydent jadąc piękną, świeżo wybudowaną A2 widzi przy trasie Konin. Nie podoba mu się miasto, nie pasuje do nowoczesnej autostrady , więc nakazuje go wyburzyć a mieszkańców przesiedlić.

Nasz prezydent objawia także talent literacki i publikuje księgę opisującą jedynie słuszną wersję dziejów Polski, której dzieci uczą się na pamięć w szkole jak Pana Tadeusza.

Wyobraźcie sobie, że nasz prezydent przyjeżdża na zawody skoków narciarskich do Zakopanego, spontanicznie zapina narty, wdrapuje się na Wielką Krokiew, leeeci, leeeci i niespodziewanie wygrywa z Małyszem i Sztochem.

Brzmi jak niesmaczny dowcip? Niestety, dosłownie w taki sposób żartował sobie ze swoich poddanych (bo mówić o obywatelach byłoby przesadą) były dyktator Turkmenistanu Sapamurat Niyazow, który przejął władzę w kraju po upadku ZSRR. Miesiące ponazywał imionami swoich bliskich, kazał zburzyć wioskę Darwaza nie pasującą do asfaltowej drogi wybudowanej w poprzek kraju, napisał księgę Ruhnama a tym, którzy przeczytają ją 100 razy, prezydent zagwarantował miejsce w niebie. Pewnego dnia pojawił się na wyścigach samochodowych, zapytał, czy może sobie wystartować i wygrał, czego oczywiście nikt się nie spodziewał.

Jego następca zlikwidował wprawdzie część najbardziej absurdalnych decyzji Niyazowa, jednak zasada zarządzania krajem nie zmieniła się: cenzura, policja na każdym kroku, obowiązek oddawania czci jedynemu władcy. Wszystkie gazety muszą na pierwszych stronach informować o olśniewających sukcesach władzy i wszechogarniającym dobrobycie kraju.

Władza nie chce w Turkmenistanie turystów. Dostajemy tylko pięciodniową wizę tranzytową, z czego jeden dzień zajmuje procedura graniczna. Godzinami sprawdzają każdą cześć bagażu, pan celnik nie powstrzymał się nawet od rozebrania na części pierwsze paczki podpasek. Nie mamy także szansy skorzystać z supertaniego turkmeńskiego paliwa. Musimy dokładnie określić swoją trasę i liczbę kilometrów na podstawie której obliczają słony podatek paliwowy obowiązujący obcokrajowców. Kosztowną miesięczną wizę turystyczną dostaje się tylko pod warunkiem podróżowania z przydzielonym przewodnikiem (którego trzeba oczywiście również opłacić). Na szczęście posiadacze wizy tranzytowej mogą jechać samodzielnie, choć tylko po zadeklarowanej trasie.

Apogeum prezydenckiego szaleństwa ucieleśnia absurdalne białe miasto Aszchabad, stolica Turkiestanu. Rzędy białych, pustych gigantycznych budynków na środku pustyni, co pewien czas przetykane kosmiczną złoto-szklaną budowlą autorstwa zdecydowanie szalonego architekta. Ociekający złotem kompleks pałacu prezydenckiego, z olbrzymim placem defilad, którego nie powstydziłaby się Korea Północna.  Tu jednak nie można fotografować. Niezliczone patrole policyjne, których jest znacznie więcej niż przechodniów, strzegą praworządności i kasują niedozwolone zdjęcia. Przeganiają nas także z ławeczki w parku nieopodal pałacu: wszak ławeczki nie służą do siadania tylko do ładnegowyglądania. W odstępach pięciominutowych natykamy się również na pomniki prezydenta. Nie jesteśmy tylko w stanie rozróżnić, czy to aktualny, czy poprzedni władca. Ku naszej rozpaczy usunięto największy hit: złoty pomnik obracający się tak, aby na oblicze najjaśniejszego zawsze padało słońce. Miasto widmo na pustyni.
– Jakby Ruscy zaprojektowali Las Vegas – skwitował poznany Amerykanin.

DSC_0900
Aszchabad, Turkmenistan
DSC_0896
Aszchabad, Turkmenistan
DSC_0887
Pałac prezydencki, Aszchabad
DSC_0941
Aszchabad, Turkmenistan
DSC_0921
Aszchabad, Pałac ślubów
DSC_0923
Wewnątrz Pałacu ślubów – młoda para zawsze siedzi podczas ceremonii pod obrazem prezydenta
DSC_0826
Aby kraj rósł w siłę a ludziom się żyło dostatniej!
DSC_0823
Sprzątanie po święcie niepodległości
DSC_0818
Centrum Aszchabad
DSC_0796
Na wielu budynkach przyklejono złote płaskorzeźby prezydenta
DSC_0949
On sam
Nikogo ze zwykłych mieszkańców nie stać na kupno mieszkania w białych wieżowcach. Na szerokich, wielopasmowych ulicach przecinających miasto nie ma korków. Co pewien czas przejeżdżają tylko drogie terenówki szczęściarzy, którym trafiła się państwowa posada. Zwyczajni mieszkańcy Turkmenistanu absolutnie tu nie pasują. Kobiety w jaskrawych chustach nałożonych na monstrualne koki i mężczyźni o ciemnych, ogorzałych twarzach, sprawiają wrażenie, jakby przybyli z innej planety. Ich wygląd nie nadążył za tempem zmian. Dostają od państwa darmowe paliwo i gaz. Mają co włożyć do garnka. To dla większości ważniejsze niż problemy z uzyskaniem paszportu, dostęp do internetu i wolność słowa. System może sobie więc spokojnie trwać, póki nie wyczerpią się pokłady gazu i ropy.
DSC_0838
Turkmenka w Aszchabad
DSC_0844
Turkmenki mają pewnie największe koki na świecie
DSC_0878
Rodzinka na wesołym miasteczku

You may also like...

6 Comments

  1. Niezly kosmos. Miasto przypomina mi Brasilie.

    1. Agi jak dobrze Cię słyszeć! W Brasilie nie byliśmy, ale fakt, to unikatowy dziwoląg 🙂

  2. Dzięki za wyburzenie mojego miasta i przesiedlenie mnie 😛

    1. Tylko na potrzeby blogowe 😉 Ale jest też teoria, że wbrew obiegowej opinii o wysiedleniu mieszkańców Darwazy zadecydowała nie tylko prezydencka zachcianka, ale przede wszystkim toksyczne wyziewy z okolicy.

  3. Nie „puki” tylko „póki”, a „Turkiestan” to miasto w Kazachstanie, a nie nazwa państwa.

    1. Dzięki za trafne poprawki,zmieniamy. I miło nam,że ktoś zagląda jeszcze do starych wpisów. Pozdrawiamy serdecznie!

Skomentuj Agi Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.