Ghost towns. Nie wiemy dlaczego, ale kręcą nas takie miejsca. Zaczarowały nas pierwszy raz w Australii, porem w Stanach, a teraz Meksyk. Trudno wytłumaczyć, dlaczego wciągają o wiele bardziej niż pięknie zachowane kolonialne perły. Wyobraźnia mocniej pracuje, tyle w tych ruinach krąży znaków zapytania i nieopowiedzianych nigdy historii.
Dlatego gdy usłyszeliśmy o miasteczku Pozos i zgliszczach porzuconych na początku wieku kopalni, ani przez moment nie zastanawialiśmy się nad wyborem kolejnego postoju.

Późne popołudnie, wjeżdżamy do miasteczka. Jesteśmy rozczarowani. Nic w nim szczególnego, po prostu bardziej odrapane niż inne, które odwiedziliśmy. Ktoś mówi, że jeśli chcemy zobaczyć porzucone kopalnie powinniśmy pojechać za miasto. Zaraz nadejdzie zmrok, odszukujemy przetrącony drogowskaz na kopalnię i skręcamy w jakąś bramę, licząc, że pozwolą nam tu zostać na noc. Właścicielem posiadłości okazuje się Jose. Prowadzi nas do kopalni i opowiada:
– Kupiłem tę ziemię wraz z kopalnią 9 lat temu za małe pieniądze. Pracowałem w Stanach, zarobiłem, wróciłem i chciałem w coś zainwestować. I to była najlepszy biznes w moim życiu. Te kopalniane ruiny zaczęły przyciągać celebrytów, miasto dostało status pueblo magico. Teraz buduje się tu dla sławnych bogaczy ultra luksusowe wakacyjne osiedle. Widzicie te koparki tuż za moim płotem? Tu to wszystko powstanie już za dwa lata! Moja ziemia podrożała wielokrotnie.
– Sprzedaż ją?
– Nie, wystąpiłem o dotacje, dostałem spore dofinansowanie i buduję tu nocny klub. W kopalni zainstaluję światła, nastrojową muzykę a nawet jeżdżący wagonik dla dzieci! – opowiada z zapałem a my słuchamy z lekkim przerażeniem.
Spędzamy noc na polu Jose, za płotem całą noc na drugą zmianę pracują robotnicy przy budowie osiedla. Wciąż jednak nie rozumiemy, czemu to miejsce staje się modne.

Na obrzeżach Pozos powstaje osiedle dla celebrytów
Kopalnia Jose
Kopalnia Jose

Dopiero następnego dnia, gdy ruszamy samochodem po obrzeżach miasta i wjeżdżamy na wzgórze, orientujemy się, o co chodzi. Otóż ghost town to nie samo Pozos, ale zgliszcza kopalni otaczających miasto. Po większości z nich można bez ograniczeń chodzić, trzeba tylko uważać na głębokie szyby (niektóre zabezpieczono, o innych zapomniano). Kopalnie porzucono w latach dwudziestych, bo zaczęły tonąć i nie było jak odpompować wody. Teraz powoli dostają drugie życie. Na przykład do jednej z nich przyjechał Anthony Hopkins i Catherine Zeta Jones aby nakręcić sceny do Zorra.

Ruiny jednej z kopalni w Pozos
Ruiny hacjendy el Triangulo, gdzie kręcili Zorra
Ruiny hacjendy el Triangulo, gdzie kręcili Zorra
Ruiny hacjendy el Triangulo, gdzie kręcili Zorra
Ruiny kopalni Pozos
Stare piece hutnicze

W innej kopalni przy wejściu mieszkają wieśniacy wynajęci przez nowego właściciela, którzy za „co łaskę” wyposażają chętnych w kawałek sznurka, który przywiązuje się przy wejściu i można po nim spuścić się do kopalni.
– Jak daleko można iść? – pytamy stróży.
– A tyle ile wam starczy jaj. Tylko nie skręcajcie w prawo, bo tamta odnoga tunelu jest bardzo głęboka i byście nie wyszli.
Z Zośką na ręku zejście nie jest łatwym zadaniem, kamienie osypują się, ale koza Valentina, czyli przewodniczka, którą dostaliśmy w pakiecie wraz ze sznurkiem, śmignęła po stromiźnie bez mrugnięcia okiem. Gdy kilkunastometrowy sznur skończył się, wlot kopalni zaczął się wypłaszczać i mogliśmy iść dalej samodzielnie.
Zoście psychika siadła zaraz po zakończeniu się sznurka, Valentinie zresztą chyba też bo zawróciła. W tej sytuacji każde z nas osobno wgramoliło się po kilkadziesiąt metrów dalej ciemnym tunelem i trzeba się było wycofać.

Zośka i Valentina
Zośka i Walentina
Schodzimy do kopalni
Wszyscy to wszyscy
Coraz niżej w kopalni
… na ile starczy jaj…

Po takim doznaniu postanowiliśmy podjechać do miasta coś zjeść. Na plac właśnie podjechała kawalkada. Zośka wypadła na ulicę obejrzeć koniki, jeden z kowbojów posadził ją u siebie w siodle i objechał z nią rynek. Młoda była przestraszona ale jednocześnie tak dumna i zaaferowana, że z wyniosłą miną siedziała w siodle i nawet nie pisnęła.
– Mamo, ja się wcale nie bałam – pierwsze jej słowa po zestawieniu na ziemię były najsłodszym kłamstwem, jakie słyszałam.

Kawalkada w Pozos
Kawalkada w Pozos
Kawalkada w Pozos

Drugą noc spędzamy w ruinach. Rozgwieżdżone niebo, małe ognisko i cienie rozsypanej, obrośniętej kaktusami hacjendy zapadną nam na długo w pamięć.

Szukamy miejsca na nocleg
Tu dziś śpimy
„Jestem jak klólewna!”
Obozowisko przy kopalni

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *